Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

lutego 04, 2019

'Inny rodzaj zła' Andrew Wilson (przełożyła: Beata Hrycak)

'Inny rodzaj zła' Andrew Wilson (przełożyła: Beata Hrycak)

'W styczniu roku 1927 Agatha Christie, wciąż dochodząca do siebie po wstrząsających wydarzeniach związanych z jej niedawnym zniknięciem, wypływa na rejs z ponurej Anglii na Wyspy Kanaryjskie. Niezwykły talent pisarki został doceniony przez brytyjskie służby specjalne i została poproszona o pomoc w zbadaniu zagadki śmierci jednego z agentów, którego zmumifikowane ciało znaleziono w jaskini na Teneryfie.'

Po raz kolejny sięgam po książkę, która związana jest z twórczością Agathy Christie, jednej z moich ulubionych autorek. Widać nie umiem tak do końca oderwać się od najróżniejszych wariacji na temat jej twórczości, a w tym wypadku - również na temat jej samej. Adrew Wilson uczynił bowiem z Królowej Zbrodni główną bohaterkę swoich powieści, czym pewnie zaciekawił rzesze czytelników, jednocześnie wzbudzając niemałe kontrowersje. Trudno jest bowiem stworzyć książkę nie będącą biografią, która ma opisywać osobę powszechnie znaną. Autor 'Innego rodzaju zła' z całą pewnością doskonale poznał historię życia Agahty Christie, umie w nią bowiem wplatać wydarzenia wymyślone, które brzmią zadziwiająco realnie. Można jednak zadawać sobie pytanie, czy bohaterka jego książek jest chociaż trochę zbliżona do kobiety z krwi i kości, która żyła w ubiegłym wieku. 

'Pewnego poranka na pokładzie luksusowego statku Christie jest świadkiem samobójstwa młodej kobiety, która rzuca się do morza. Początkowo nikt nie łączy tego tragicznego wydarzenia na transatlantyku z morderstwem dokonanym na wyspie, jednak podczas pobytu w eleganckim hotelu i po poznaniu jego interesujących mieszkańców Agatha szybko orientuje się, że nic nie jest takie, jakim się wydaje, a zło czai się wszędzie.'

Już na wstępie muszę powiedzieć, że zabiegi stosowne w 'Innym rodzaju zła' przywodzą mi na myśl powieści samej Agathy Christie. Odpowiadają również zapewne czasom, w których żyła. Przestawienie bohaterów odbywa się poprzez spotkania towarzyskie na najróżniejszych przyjęciach i proszonych kolacjach, czy też wycieczkach organizowanych w ramach pobytów w hotelach. Prowadzone są dyskusje na pozornie błahe tematy, sporo tutaj również sugerowania, kto jest prawdziwym zbrodniarzem, a kto nie. Z pozoru mogłoby się wydawać, że postaci są jedynie nieco ogólnikowo zarysowane, ale tak naprawdę można wyłowić całkiem sporo cech ich charakterów z krótkich wypowiedzi, czy postaw prezentowanych przez nie w czasie najrozmaitszych spotkań. Mamy tutaj również do czynienia z osobami bogatymi, wysoko postawionymi, którzy reprezentują sobą świat kultury, sztuki i bogactwa. 

Książka zdaje się odpowiadać wymaganiom współczesnego czytelnika. Nie jest bowiem krótka, sporo w niej przemyśleń głównej bohaterki, można znaleźć tutaj także całkiem rozbudowane opisy otoczenia. Nawiązuje jednak z całą pewnością do powieści wychodzących spod pióra Christie, nie tylko w związku z powyżej przytoczonymi uwagami, ale po prostu cały jej klimat wiąże się z czarem płynącym z książek Królowej Kryminałów. Plusem jest również na pewno to, że w czasie dochodzenia wykorzystuje się tutaj nadal rozmowy, spotkania i spostrzeżenia bohaterów, nie zaś jakieś nieznane jeszcze w tamtym czasie metody, które nieuważny autor mógłby przemycić do lat dwudziestych ubiegłego wieku. 

'Była to informacja o dużej sile rażenia i zamierzałam wykorzystać ją do własnych celów.'

Nie czytałam niestety pierwszej części przygód Agathy Christie pióra Adrew Wilsona - co zamierzam w najbliższym czasie nadrobić, książka czeka już na półce - więc niestety zepsułam sobie nieco całą historię. Bohaterka wspomina bowiem wydarzenia, jakie miały miejsce na krótko po tym, jak dowiedziała się o romansie swego męża. Jest to czas, w którym autorka słynnych kryminałów zniknęła na jakiś czas w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach i dni te Adrew Wilson wypełnił swoją własną historią, której fragmenty, a co gorsza - jej zakończenie - poznajemy również we wspomnieniach przytaczanych w 'Innym rodzaju zła'. Proponuję zatem przeczytać najpierw 'Królową zbrodni', by potem nie musieć brnąć przez książkę, której zakończenie i tak się zna. 

Ostatecznie mam co do 'Innego rodzaju zła' mieszane uczucia. Z jednej strony muszę przyznać, że jest to całkiem zgrabny kryminał, aczkolwiek okultystyczne wątki nie do końca trafiły w mój gust. Przypomina on w pewnym sensie powieści samej Christie, utrzymany jest również w klimacie tamtych czasów, a przede wszystkim zgodny jest z wydarzeniami z życia autorki. Tutaj chylę czoła przed Wilsonem, który zapoznał się z autobiografią i zapewne licznymi biografiami powieściopisarki, dzięki czemu był w stanie wykorzystać pewne luki czasowe do umieszczenia w nich swoich opowieści. Zastanawia mnie jednak cały czas bardzo, czy Wilson oddał chociaż kawałek prawdziwego charakteru i sposobu bycia Agathy Christie. Na ile jej postępowanie jest zgodne z rzeczywistością? Cały czas zastanawia mnie również, czy tego typu literackie zabawy są czymś pożądanym. Czy są aby na pewno eleganckie? Jednocześnie jednak muszę przyznać, że jestem zafascynowana 'Innym rodzajem zła' i ciekawa, czy Adrew Wilson zdecyduje się napisać kolejną powieść, której bohaterką będzie Christie.

'Bądź co bądź stare grzechy rzucają długie cienie.'

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las

stycznia 06, 2019

'Zagadka trzech czwartych' Sophie Hannah jako Agatha Christie

'Zagadka trzech czwartych' Sophie Hannah jako Agatha Christie

'Hercules Poirot przed drzwiami swojego domu spotyka rozwścieczoną kobietę. Nieznajoma żąda wyjaśnień, dlaczego przysłał jej list, w którym oskarża ją o morderstwo Barnaby Pandy'ego - mężczyzny, którego nie znała i nigdy nie spotkała. Co ciekawe, sam Poirot też o nim nie słyszał. Wstrząśnięty wchodzi do mieszkania, gdzie czeka na niego kolejny adresat identycznego listu...
Poirot zaprzęga do pracy "małe szare komórki", a do pomocy angażuje inspektora Edwarda Catchpoola ze Scotland Yardu. W trakcie śledztwa musi zmierzyć się z siecią skomplikowanych relacji międzyludzkich, skandalami, sekretami i dawno pogrzebanymi grzechami przeszłości.'

Być może część z was zacznie zastanawiać się, dlaczego właściwie czytam takie książki. Co interesującego jest w opowieści pisarza, który stara się na nowo kreować postaci stworzone przez Królową Kryminału. Siadając do pierwszej książki Sophie Hannah miałam mieszane odczucia, podchodziłam do niej zdecydowanie jak pies do jeża, a jednocześnie czułam coś na kształt prawdziwej fascynacji, bo miałam możliwość poznania nowych przygód sławnego belgijskiego detektywa. Tylko jak pisarka poradziła sobie z tą niepowtarzalną postacią? Czy była w ogóle w stanie oddać to wszystko, co pojawiało się w powieściach Christie? Teraz, po trzech częściach tego niezapomnianego cyklu, mogę spokojnie powiedzieć, że Sophie Hannah radzi sobie naprawdę dobrze w roli Agathy Christie. Oczywiście, nigdy nie będzie taka, jak oryginał, ale z każdą kolejną książką jest coraz bliżej ideału. Tworzy po swojemu, to oczywiste, jej powieści są zdecydowanie dłuższe niż te pisane przez samą Christie, ale autorka jest w stanie oddać niezapomniany klimat, jaki panował w jej kryminałach. Poza tym sam Hercules Poirot wydaje mi się z każdą kolejną książką coraz bardziej sobą. 

'Oskarżył mnie pan o zamordowanie Barnaby Pandy'ego.'

Skoro już wyjaśniłam pewne kwestie, mogę spokojniej przejść do zagadnień z całą pewnością równie istotnych, a mianowicie do fabuły 'Zagadki trzech czwartych'. Już na wstępie muszę przyznać, że jest ona dość oryginalna i z całą pewnością ciekawa. Być może, gdyby się nad tym zastanowić, nieco mniej krwawa niż w sporej większości kryminałów, ale wprowadza czytelnika w niepowtarzalny klimat. Nie jest to z pewnością powieść ocierająca się o sensację, jednakże poszukiwanie odpowiedzi na najróżniejsze zagadki jest wielce interesujące. A jednocześnie, a jakże, frustrujące. Autorka naprawdę dobrze oddała zachowanie sławnego detektywa, który nie dzieli się swymi spostrzeżeniami, a nawet dziwi się, że inni ich nie dostrzegają. Większość kwestii jest jednak doskonale wyjaśniona, a czytelnik ma możliwość tworzenia własnych teorii. Trudno powiedzieć mi, czy zgadnie, kto stoi za tym całym ambarasem - sama domyślałam się, by już po chwili dojść do wniosku, że muszę się mylić. Wydaje mi się, że to jedna z ważniejszych spraw, jeśli idzie o dobry kryminał.

'Dasz wiarę, Freddie, że za każdym razem, kiedy mówię coś, co jest prawdą, ktoś ma do mnie o to pretensje?'

W 'Zagadce trzech czwartych' wiele jest plusów, o których warto wspomnieć. Przede wszystkim są nimi poszczególni bohaterowie, którzy tworzą bardzo ciekawą galerię charakterów. Każdy jest na swój sposób inny, a jednocześnie można znaleźć pomiędzy nimi pewne podobieństwa, co również jest kwestią interesującą. Ciekawie śledzi się ich losy, z których można co i rusz wysnuwać nowe podejrzenia, a jeszcze ciekawsze zdaje się przypatrywanie ich wzajemnym relacjom, które prowadzą ostatecznie do takich, a nie innych rozwiązań. Poza tym fabuła jest spójna, nie ma w niej dziwnych skoków i niewyjaśnionych spraw, tak naprawdę czytelnik ma możliwość poznania wszystkich faktów, a tym samym zrozumienia, jakimi motywacjami kierują się poszczególni bohaterowie. To również jest wielką zaletą niniejszej książki. Sama zagadka jest zaś zdecydowanie grą psychologiczną, która wciąga czytelnika aż do samego końca, kiedy wszystkie elementy układanki znajdują się na właściwych miejscach. 

Trudno było mi oderwać się od tej książki. Przeczytałam ją tak szybko, jak tylko byłam w stanie odkrywając ponownie, że Sophie Hannah radzi sobie zadziwiająco dobrze, jako Agatha Christie. Muszę oddać autorce, że z całą pewnością poznała świetnie Herculesa Poirot, że wyłowiła z gąszczu informacji jego najważniejsze cechy, a poza tym bardzo zgrabnie buduje intrygi, z jakiemu przychodzi mierzyć się belgijskiemu detektywowi. To zaś, z jego sławnymi przemowami przed wszystkimi zamieszanymi w sprawę powoduje, że 'Zagadka trzech czwartych', tak samo jak 'Inicjały zbrodni' i 'Zamknięta trumna', jest zdecydowanie godna polecenia. Nawet tak zagorzałym fanom Agathy Christie, jak ja. Muszę przyznać, że z niecierpliwością czekam na kolejną książkę z serii 'Nowych spraw Herculesa Poirota' i liczę na to, że zobaczę ich więcej niż jeszcze tylko jedną!

'Wiem, co zawsze jest prawdą.'

grudnia 11, 2018

'Żmijowisko' Wojciech Chmielarz

'Żmijowisko' Wojciech Chmielarz

'Grupa trzydziestolatków, przyjaciół ze studiów, co roku wyjeżdża wspólnie ze swoimi rodzinami na wakacje. Tym razem trafiają do zagubionej wśród jezior i lasów agroturystyki w niewielkiej wsi Żmijowisko. Bawią się jak zwykle - odreagowując stres szybkiego wielkomiejskiego życia. Jest alkohol, są narkotyki. A także skrywane od lat urazy, dawne uczucia i wzajemne pretensje.
Podczas jednej z mocno zakrapianych imprez ktoś kogoś prawie topi. wywiązuje się kłótnia, podczas której otwierają się dawne rany. Następnego dnia córka jednej z par, piętnastoletnia Ada, znika.'

Na początku muszę powiedzieć, że nigdy nie nazwałabym tej książki kryminałem. Nawet nie thrillerem czy jakąkolwiek sensacją. 'Żmijowisko' jest dla mnie powieścią psychologiczną z wątkami zbliżającymi ją do historii okraszonych nutą zbrodni, której - moim skromnym zdaniem - w ogóle tam nie widać. Gdyby zatem usunąć z niej sprawę zaginięcia Ady, spokojnie można by dalej skupiać się na relacjach międzyludzkich. Owszem, sama dziewczyna na pewno jest czymś w rodzaju zapalnika albo elementem układanki, bez której trudno byłoby popchnąć historię naprzód, ale zło drzemiące w ludziach, ich ukryte pragnienia, niespełnione marzenia i najrozmaitsze trudności doskonale było widać i bez problematycznej kwestii naburmuszonej nastolatki. 

Poza tym, tak jak wspomniałam na początku, wątek kryminalny w 'Żmijowisku' jest dość niemrawy i niezbyt dostrzegalny. Stanowi jedynie tło opisujące dramat Arka i jego żony Kamili, a także problemy powiązanych z nimi Roberta i Adoamy. Kłopoty odnoszące się do tej czwórki były jednak już i tak wielkie, ciężkie i wręcz nabrzmiałe bez dziewczyny, która tak naprawdę stanowiła swoiste zgniłe jajo. Bo to właśnie ona lata temu popsuła plany na przyszłość aż trójki ludzi, zmieniając ich w kogoś, kim właściwie nie byli, a może jedynie uwypuklając ich najgorsze cechy charakterów. Swoją drogą to właśnie dość głębokie przedstawienie postaci jest plusem niniejszej powieści, aczkolwiek co do tego zagadnienia również mam pewne zastrzeżenia, o czym w dalszej części mojego wywodu. Oprócz tego muszę oddać Wojciechowi Chmielarzowi, że ma bardzo ładny język i warsztat, a kreowany przez niego świat zdaje się być namacalny, a także dość realny, przynajmniej w szerszym kontekście. Autor porusza bowiem zagadnienia związane z różnicami w dorastaniu na wsi a w mieście, w sposobie wychowania czy poziomie zamożności. Dotyka kwestii związanych ze skomplikowanym dorastaniem, z pragnieniami jakie rządzą nastolatkami, z ich relacjami z rodzicami, którzy poświęcają im zbyt wiele lub zbyt mało czasu, a także porusza zagadnienia związane z  uczuciami oraz zrozumieniem między partnerami. Spokojnie można powiedzieć, że 'Żmijowisko' stanowi studium współczesnego, nieco zgniłego świata.

'Teraz żmii w Żmijowisku nie widział od lat'

Mam jednak zastrzeżenia do tej powieści. Przede wszystkim jest niebezpiecznie długa, w sposób który niestety czytelnika zaczyna nudzić. W którymś momencie odnosiłam wrażenie, że nie dowiaduję się niczego nowego, a jedynie kręcę się w miejscu powtarzając na nowo te same słowa, sekwencje i zapewnienia składane przez bohaterów. W to wszystko wplatane są wątki poboczne mające sugerować czytelnikowi, że za zaginięciem Ady może stać ten czy tamten osobnik, który mógłby mieć ku temu całkiem ciekawe powody. Problem jednak polega na tym, że niestety nie do końca jest to wszystko wiarygodne. W ogóle - owszem, składa się to w całość, daje obraz rzeczywistości i wydarzeń, ale jednocześnie gdzieś ma się wrażenie, że coś tutaj po prostu zgrzyta, że coś musiało zostać tak, a nie inaczej poprowadzone, by zabrać czytelnika do finału. 

'Impreza siadła. Nie powoli, ale gwałtownie, niemal w jednej chwili, jakby ktoś im wszystkim wyciągnął wtyczkę z kontaktu'

Wydaje mi się, że jednak autentycznie najgorsze jest zakończenie. Nie chcę go zdradzać, ale ciekawa jestem, czy inni czytelnicy podzielają moje zdanie. Nie dość, że rozwiązanie całej sprawy zawarte zostaje na ośmiu stronach, to jeszcze tak naprawdę nie jest wcale tak oczywiste i jasne, jak mogłoby się wydawać. Dobrze - powiedzą zapewne niektórzy, ja niestety stwierdzę, że po prostu coś mocno mi tutaj nie pasuje, nie po tych czterystu siedemdziesięciu poprzednich stronach, nie po pokazaniu bohaterów, nie po ujawnieniu ich motywacji. Musiałabym również uwierzyć w to, że człowiek doskonale grający własną rolę przez długi czas okazuje się nagle całkowitym głupcem, który nie umie trzymać języka za zębami.

Niestety. Miałam wielkie nadzieje, co do 'Żmijowiska', słyszałam o nim właściwie same pochlebne opinie, ale nie jestem tak naprawdę usatysfakcjonowana tym, co otrzymałam. Być może gdyby historia była nieco inaczej skonstruowana, a książka sama w sobie krótsza odebrałabym ją lepiej. Być może gdyby pewne motywacje i fakty zostały lepiej udokumentowane również nie odnosiłabym wrażenia, że mam tutaj jednak do czynienia ze swoistą sztucznością. Prawdę powiedziawszy najbardziej naturalnymi bohaterami, w których popędy i poglądy byłam w stanie wierzyć, był Damian i jego dziadek. Cała reszta sprawiała wrażenie tak przekłamanych jednostek, że aż głowa mała, chyba że mieli pokazywać największe zepsucie współczesnego człowieka. Lub też, co możliwe, pokazywać go w nieco krzywym zwierciadle. Na sam zaś koniec muszę jeszcze dodać, że czuję się mocno rozczarowana wątkiem kryminalnym, jaki został wpleciony do 'Żmijowiska' i chociaż zdaję sobie sprawę, że bez niego ta historia nie poszłaby tak gwałtownie naprzód, to jednak podejrzewam, że książkę czytałoby mi się lepiej, gdyby historia skupiała się jedynie na wzajemnych relacjach ludzi, którzy tak naprawdę nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego.

'Że to nigdy się nie skończy'

października 18, 2018

'Więcej czerwieni' Katarzyna Puzyńska

'Więcej czerwieni' Katarzyna Puzyńska

'Tymczasem w okolicach sennego zazwyczaj Lipowa zostają zamordowane dwie młode kobiety. Sprawca okaleczył brutalnie ich ciała. Policja kryminalna z Brodnicy podejrzewa, że oba zabójstwa mogą być dziełem seryjnego mordercy. Podgórski dołącza do ekipy śledczej prowadzonej przez kontrowersyjną komisarz Klementynę Kopp. Policja stara się znaleźć punkty wspólne pomiędzy obiema zbrodniami i stworzyć profil zabójcy.'

Niewielkie Lipowo, a tyle się w nim dzieje! Będąc dokładnym – w jego okolicy. Nie minął jeszcze rok od wydarzeń opisanych w 'Motylku', a już pojawiają się kolejne trupy porzucane przy drodze między Lipowem a Żabimi Dołami. Ktoś by mógł pomyśleć, że co za dużo to niezdrowo, ale z drugiej strony właśnie takimi zasadami rządzi się większość serii kryminalnych. Można oczywiście tego nie kupować, tym bardziej, że po raz kolejny wszystko wskazuje na to, że morderca ma jakąś obsesję. Można również poczuć się znudzonym na myśl, że znowu będziemy mieć do czynienia z tymi samymi bohaterami. Można, ale właściwie dlaczego?

Sięgając po drugi tom serii Lipowa zastanawiałam się, czy nie będę miała dość tej wsi i znanych mi już mieszkańców, tymczasem dostałam nowych bohaterów, nowe miejsca i ciekawe okolice, nowe relacje i całkiem nowe problemy. Oczywiście, nie dało się odsunąć na bok Daniela Podgórskiego, ale trudno byłoby się pozbyć osoby, wokół której zdaje się krążyć cała historia zawarta w książkach Puzyńskiej. To jednak w niczym nie przeszkadza, bo po prostu coraz lepiej poznajemy policjanta i obserwujemy, jak radzi sobie z kolejną kryminalną zagadką. Na dokładkę – nie byle jaką! W końcu w odstępie ledwie jednego dnia w okolicy jego Lipowa zostają porzucone ciała dwóch dziewcząt, a z biegiem czasu wychodzi na jaw, że obie były w jakiś sposób powiązane z ośrodkiem wypoczynkowym Słoneczna Dolina. Za nimi zaś kryje się całkiem spore poletko osób mogących chcieć ich śmierci i znających ich chyba lepiej, niż ktokolwiek inny. Paleta nowych twarzy na pewno pozytywnie wpływa na całą serię wnosząc w nią podmuch świeżości.

'Moje Dzieło zaczyna już powstawać.'

Jednym z głównych zarzutów w stosunku do tej części Lipowa jest to, że przez całą właściwie historię wszyscy bohaterowie z jakiejś przyczyny wymieniani są ciągle z imienia i nazwiska. Nie jestem w stanie zrozumieć z jakiego powodu autorka zastosowała taki właśnie zabieg, ale dla czytelnika jest on niestety bardzo męczący i nieco irytujący. W końcu po pięćdziesięciu czy stu stronach książki raczej każdy jest w stanie rozpoznać już nadkomisarza czy kajakarza albo ratownika. Tak samo jak ciągle wspominane jest, że Daniel Podgórski jest szefem komisariatu w Lipowie, a nadkomisarz Wiktor Cybulski pracuje z kolei w Brodnicy.

Podtrzymuję twierdzenie, że właściwie wszyscy bohaterowie są dobrze napisani, posiadają wyraźniej zarysowane charaktery i da się ich lubić. Bądź też, co bardzo ważne, czuć do nich antypatię. Teraz jednak stwierdzam, że mamy tutaj niestety wyjątek od reguły, a mianowicie Weronikę Nowakowską, która jest po prostu miałka. Poniekąd nieco bezbarwna, jakby stanowiła jedynie niczym nie wyróżniające się tło całej historii. Pewnie można by postawić ten sam zarzut w stosunku do Marii Podgórskiej, ale ona ze swoimi zasadami, pieczeniem ciasta i zamartwianiem się o syna przynajmniej istnieje. W przeciwieństwie, moim zdaniem, do Weroniki, która jest, ale równie dobrze mogłoby jej nie być.

'Zwitek banknotów wydał mu się bardzo kuszący. Naprawdę bardzo kuszący. Robot byłaby nieco inna niż w ośrodku wczasowym, ale zapłata też zdawała się niewspółmiernie wyższa.'

Warto też w końcu zwrócić uwagę na samą fabułę, na osobę mordercy i prowadzone śledztwo. Jakiś czas temu usłyszałam, że 'Motylek' jest najlepszą książką Puzyńskiej i po przeczytaniu 'Więcej Czerwieni', jak również 'Trzydziestej Pierwszej', odnoszę wrażenie, że coś może kryć się w tym twierdzeniu. Nie mówię, że drugi, jak również trzeci tom, o którym już wkrótce, są złe albo słabe. Są po prostu na nieco niższym poziomie, gdzieś coś nieco kuleje, coś utyka, ale nie zmienia to faktu, że dalej bardzo przyjemnie się to czyta. Nie ma co! Oba te tomy właściwie pochłonęłam. Wracając jednak do fabuły 'Więcej Czerwieni' to odnoszę wrażenie, że autorka chyba nieco na siłę próbowała zmieścić w tej historii więcej niż potrzeba. Ciemne interesy prowadzone na terenach wypoczynkowych, małżeńskie zdrady i niepokojące romanse, do tego, zdaje się, całkiem sporo przeszłości kładącej się cieniem na teraźniejszości. Wyszedł z tego prawdziwy tygiel, nad którym, na całe szczęście, Puzyńskiej udało się zapanować. Na plus można odnotować tutaj z pewnością zwroty akcji, umiejętne mylenie czytelnika co do osoby mordercy, lawirowanie pomiędzy różnego rodzaju wydarzeniami. Przynajmniej niemalże do samego końca nie można się nudzić, aczkolwiek przyglądając się uważnie całej historii można mniej więcej w połowie książki zacząć domyślać się, kim może być zabójca.

Jak zatem będzie z kolejnymi tomami? Osobiście zamierzam przeczytać je wszystkie. Być może dlatego, że polubiłam Lipowo i głównych bohaterów tej serii. Może dlatego, że kryminalne opowieści zawarte w książkach Katarzyny Puzyńskiej są zajmujące, a rozwiązanie nie jest podawane czytelnikowi właściwie zaraz na początku powieści. Dzieje się w nich wiele, ale szczególnie lubię przyglądać się w książkach autorki charakterom poszczególnych bohaterów, ich rozwojowi i zmianom, jakie w nich zachodzą. Zdaje się, że to również w dużej mierze buduje klimat całej serii.

'Chętnie ci pomogę.'

października 07, 2018

'Incydent w Dirleton' Peter Kerr

'Incydent w Dirleton' Peter Kerr

'Bertie McGregor - pensjonariuszka oddziału geriatrycznego w Dirleton - cały swój majątek zapisuje w testamencie... kotu. Wkrótce staruszka zostaje zamordowana, ktoś zabija też jej ukochanego pupila. Śledztwo prowadzi detektyw Bob Burns. Gdy jego przełożeni postanawiając zamknąć sprawę, policjant rozpoczyna własne dochodzenie. Tropy wiodą aż na Majorkę...'

Już z samego opisu książki Petera Kerra wynika, że nie należy ona do klasyki gatunku. Większość znanych mi do tej pory kryminałów podchodzi do tematu dość poważnie nie pozwalając sobie na zbyt wielką dawkę humoru. Tutaj, w 'Incydencie w Dirleton', jest dokładnie na odwrót. Trudno znaleźć w całej książce miejsce, w które nie wkradła się chociaż kapka ironii, absurdu albo dobrej zabawy mogącej u czytelnika wywołać szeroki uśmiech. Nie wspominając już zupełnie o dialogach niosących w sobie kilogramy podtekstów i sarkazmu, ani o bohaterach dość wyjątkowych i na pewno nietuzinkowych. W minimalnym stopniu pojawia się w tej historii archetyp policjanta, który jako jedyny stara się, by jego praca była dobrze wykonana i daleko mu do korupcji, czy robienia wszystkiego, co ochroni jego tyłek. Zostało to jednak podane w takim stylu, że trudno doszukiwać się tutaj zupełnie niepotrzebnego nadęcia.

'Od metalowych szafek bił ten sam zatęchły biurowy smród zbutwiałych papierów, farba na ścianach była tak samo bura, a okno tak samo nagie - w istocie był to taki sam bezbarwny chlew policjanta pnącego się jak najwyżej w służbowej hierarchii.'

Historia przedstawiona przez autora wydaje się być całkiem prosta i klasyczna - ktoś zabija staruszkę dla spadku, jaki zapisała w testamencie własnemu kotu. Problem polega na tym, że Bertie z całą pewnością nie posiadała żadnej fortuny, a o jej rozporządzeniach na wypadek śmierci wie ledwie troje osób. Nic zatem dziwnego, że podejrzany o morderstwo zostaje wytypowany właściwie z miejsca, a Bob Burns nie ma zbyt wiele do roboty. Jednakże według sierżanta coś w tej sprawie strasznie śmierdzi, a najprostsze rozwiązanie jest w jego mniemaniu aż nazbyt oczywiste. Podejmuje więc własne dochodzenie, które prowadzi go w coraz dziwniejsze i odleglejsze miejsca. 

Jak na rasowego detektywa przystało, Bob ma również swoich pomocników w osobie pięknej, młodej pani doktor Julie i posterunkowego Andy'ego, który inteligencją nie grzeszy. Jednak w trójkę są w stanie dokonywać cudów, o jakich policji w Edynburgu nawet się nie śniło. Pewnie fakt, że cała historia nie jest traktowana zbyt poważnie pozwala podchodzić do tych opisów z przymrużeniem oka, poza tym ich wzajemne relacje i cechy charakteru wywołują u czytelnika co najmniej rozbawienie pozwalające mu płynąć przez książkę z zaciekawieniem odkrywając wraz z bohaterami różne wydarzenia z przeszłości, jakie miały wpływ na śmierć Bertie. Ironiczne i przesycone podtekstami dyskusje Boba i Julie nie raz wywołały u mnie parsknięcie ubawienia, zaś 'Andy, co ma zapędy' jest niemalże podręcznikowo głupi i zapatrzony w krótkie spódniczki, a jednak trudno nie zapałać do niego sympatią. 

'Oklaski dla gościa, który jest ulepiony ze znacznie lepszej gliny niż Taggart, Colombo, inspektor Morse i wszyscy inni telewizyjni detektywi.'

Historia przedstawiona w książce nie jest tak naprawdę nazbyt wydumana. Kiedy pozbiera się w całość elementy układanki spokojnie można dojść do wniosku, że w tej opowieści mamy wyraźnie opisane przyczyny i skutki działań większości bohaterów, jak również powód morderstwa, który wydaje się być całkiem oczywisty. Nie wszystko jednak zostaje podane na tacy, niektóre wątki zdają się nie mieć znaczenia dla głównej fabuły, ale jak to bywa w prawdziwym życiu, właśnie takie odpryski z przeszłości wypływając na powierzchnię w teraźniejszości zmieniają los poszczególnych postaci. Podsumowując: przyznaję, że fabuła jest po prostu spójna, nie ma w niej niewytłumaczalnych czy nielogicznych posunięć, nad którymi czytelnik musiałby się jakoś szczególnie mocno głowić. To zaś, moim zdaniem, bywa w kryminałach wielkim plusem.

Czy po przeczytaniu jednej książki danego autora można nazwać się już jego fanem? Nie jestem pewna, czy nie złamię jakiegoś niepisanego zakazu, ale z pełnym przekonaniem wpisuję Petera Kerra na listę moich ulubionych pisarzy. Coś mi mówi, że w najbliższym tygodniu zamówię dwa kolejne tomy przygód Boba Burnsa, czyli 'Incydent na Hebrydach' i 'Incydent na Kanarach'. Jednocześnie mam nadzieję, że w kolejnych książkach autor utrzyma ten sam poziom czarnego humoru i ironii, który tak bardzo zachwycił mnie w pierwszej części jego detektywistycznych opowieści.

'To na razie, staruszko. Spróbuję jeszcze wpaść z kwiatkiem. Szkoda, że nie z kielichem, ale co zrobić?'

października 02, 2018

'Przeczucie' Tetsuya Honda

'Przeczucie' Tetsuya Honda

'Zaczęło się od zwłok porzuconych pod żywopłotem. Jak śmieci. I to w Tokio, gdzie nikt nie wyrzuci na ulicę nawet papierka. Szczelnie zawinięte w niebieską folię, obwiązane sznurkiem, z mnóstwem ran, z których największą zadano już po śmierci. Potem były kolejne ciała. Wszystkie potwornie zmasakrowane.'

Po raz pierwszy zmierzyłam się z kryminałem japońskim. Mogłoby się wydawać, że nie ma żadnej różnicy z jakiego zakątka świata pochodzi książka, ale już na wstępie muszę zauważyć, że 'Przeczucie' w wielu miejscach odbiega od znanych nam zachodnich powieści kryminalnych. Istnieje szansa, że to jedynie moje odczucie, ale jednak zagłębiając się w lekturę miałam coraz większe wrażenie, że pewne rzeczy w Europie po prostu nie miałyby racji bytu. Inna sprawa, że książka Hondy wydaje się być o wiele poważniejsza niż część naszej rodzimej literatury, gdzie znajduje się miejsce na nieco śmiechu czy sporej dawki ironii. Tymczasem bohaterowie 'Przeczucia' zdają się w dużej mierze być niesamowicie sztywni i wpisani w pewne schematy, których nie potrafią w żaden sposób opuścić. Ma to niewątpliwie wiele wspólnego z japońską tradycją, bez dwóch zdań zdecydowanie odmienną od kultury europejskiej.

To, że ten kryminał jest nieco inny od znanych mi do tej pory nie oznacza wcale, że mi się nie podoba. Wręcz przeciwnie - książka wydaje się być ciekawa, nawiązywać do pewnych tradycji japońskich i przy okazji rozwiązywania sprawy morderstwa przedstawia jeszcze tło kulturowe wszystkich wydarzeń, dodaje także bohaterom głębszych rysów nieco bardziej uwypuklając niemalże legendarną powściągliwość Japończyków. Jeśli zaś mowa już o samej kryminalnej zagadce, to muszę przyznać, iż w moim odczuciu podobna historia mogła faktycznie powstać jedynie w umyśle autora kultury wschodu. Nie twierdzę, że w zachodnich opowieściach nie spotyka się niezwykłej brutalności, że nie ma w nich powtarzających się licznych morderstw, ale jednak z książki Hondy przebija się gore. I znowu - nie twierdzę, że to źle, po prostu to coś zupełnie nowego. 

'Co ciekawe, śmierć wcale mnie nie pociąga. Dręczy mnie potrzeba szukania. Czego?'

Główną bohaterką 'Przeczucia' jest komisarz Reiko Himekawa, która zdobyła swój stopień w młodym wieku. To zaś, jak również fakt, iż jest kobietą, stoi solą w oku niektórym z jej współpracowników. Poza tym Reiko ma niezwykłą intuicję, która pozawala jej myśleć zdecydowanie mniej schematycznie, być może nawet podobnie do mordercy. Dzięki temu łączy ze sobą różne zasłyszane wcześniej informacje, jakie nie wydają się zbyt mocno powiązane z całym dochodzeniem. W tym miejscu pojawia się, moim zdaniem, pierwszy zgrzyt. Zdaję sobie sprawę z tego, że w książkach wiele rzeczy dzieje się 'z przypadku' tylko po to, by bohaterowie mogli później wykorzystać zdobytą mimochodem wiedzę. W przypadku 'Przeczucia' kwestia ta aż bije po oczach i wywołuje w czytelniku wrażenie, iż Reiko jest osobą niemalże wszechwiedzącą lub posiadającą dar jasnowidzenia. Wiem doskonale, że niejeden detektyw w historii kryminałów również był osobą co najmniej niezwykłą, muszę jednak stwierdzić, że w przypadku Reiko kwestia ta uderzyła mnie szczególnie mocno. Nie przepadam za tego typu śledczymi, z drobnymi wyjątkami, więc zagadnienie to stanowi w moim odczuciu spory minus 'Przeczucia'.

Pozostali bohaterowie powieści Hondy w większości stanowią jedynie tło dla Reiko, jej życia i działań związanych ze śledztwem. Przyznaję, że nieco trudno było mi rozróżnić jej bezpośredniego przełożonego od dyrektora w Wydziale Zabójstw Tokijskiej Policji Metropolitalnej. Nie wspominając zupełnie o jej podwładnych czy komisarzu dowodzącym drugim zespołem w jej Jednostce. Autor wyeksponował potrzebne mu dla historii Reiko postaci, inne zaś dość znacząco pominął, przez co czytelnik może odnieść wrażenie, że dookoła głównej bohaterki znajduje się mimo wszystko jakaś pusta, dzika przestrzeń. Nawet pewien zakochany w niej młokos wydaje się składać jedynie z tego uczucia, tylko czasami posiadając przebłyski własnej osobowości. Tym samym bohaterów mogących pokazać coś więcej, mogących się wyróżniać, jest w tej książce zdecydowanie zbyt mało. Być może ich czas przyjdzie w kolejnych powieściach Hondy.

'To było niesamowite. Piękne. Finezja, fontanna krwi tryskająca z gardła.'

Teraz należy zadać sobie pytanie, czy w takim razie warto sięgać po kryminały Hondy. Moja odpowiedź brzmi: tak. Nie należy jednak spodziewać się niesamowitej opowieści, w której rozwiązanie zagadki morderstwa jest tak ekscytujące, że człowiek nie może oderwać się od lektury i myśli tylko o tym, kto jest zabójcą. To nie tego typu powieść, ale zdecydowanie solidnie napisana książka, w nieco innym stylu niż znane nam historie kryminalne, bardziej surowa i pozbawiona, przynajmniej z pozoru, głębokich uczuć, przeżyć i przemyśleń poszczególnych bohaterów. Jednak spełnia się naprawdę dobrze w roli rozrywki nie najwyższych, ale i nie najniższych, lotów. Jako fanka kryminałów nie wystawię 'Przeczuciu' najwyższej noty, ale nie zaliczę go również do nic nie wartej lektury służącej tylko za marne wypełnienie czasu. Być może najlepszą rekomendacją będzie stwierdzenie, że w przyszłości sięgnę zapewne po kolejne książki o Reiko Himekawie, ale na pewno nie w ciągu najbliższych kilku miesięcy.

'Nie zamierzała jednak pozwolić, by jej kobieca intuicja stała się dla niego pretekstem do niewyrażania uczuć słowami.'

sierpnia 24, 2018

'Detektyw Arrowood' Mick Finlay

'Detektyw Arrowood' Mick Finlay
‘A ja myślałam, że najlepszy jest Sherlock Holmes! Mówią, że to prawdziwy geniusz, najlepszy detektyw na świecie.’

Jak to jest być Sherlockiem Holmesem dla ubogich? Żenująco. Albo przykro. Chociaż z całą pewnością nikt nie powiedziałby, że nudno. Aczkolwiek na brud i smród już na pewno zwróciłby uwagę. Nie można jednak wiele oczekiwać, skoro mieszka się na tyłach sklepu z puddingami, a twoimi głównymi klientami są zdradzane żony mocno przeciętnych mężów. Życia na pewno nie ułatwia również twój wygląd, który zdaje się mieć niewiele z szanowanego dżentelmena. Nie poprawia go także swoista niechęć do rozmów o pieniądzach z klientami, którzy i tak wiele nie mogą zaoferować, ani przyzwyczajenie do topienia niepowodzeń w kieliszkach. Nie wspominając nawet słowem o tym, że każdorazowe wypowiedzenie w twojej obecności nazwiska Holmesa wywołuje u ciebie napad wściekłości i rozwlekłe mowy o tym, jak to wielki detektyw nie jest war choćby złamanego grosza.

Jednocześnie zaś masz swojego wiernego asystenta, który – co prawda tylko sobie, ale jednak – opowiada twoje przygody, na twoich usługach jest przynajmniej jeden chłopaczek, żyjesz samotnie, bo porzuciła cię żona, a dom prowadzi twoja siostra, która bardzo próbuje o ciebie dbać. Nie zapominajmy również o fakcie, że twój salon wygląda raczej jak magazyn albo skład makulatury, masz znajomego funkcjonariusza policji i swoistego arcywroga, który wystrychnął cię na dudka. Brzmi nieco znajomo, prawda? Z pozoru nie aż tak podobnie, a jednak tak, jakby ktoś postanowił oglądać Holmesa i Watsona w krzywym zwierciadle albo uznał, że warto sprawdzić co się stanie, jeśli słynnego detektywa i jego przyjaciela ześle się do najgorszych dzielnic Londynu.
‘Londyn w 1895 roku to miłe miejsce dla bogatych i przedsionek piekła dla biedaków. W brudnych zaułkach kwietnie handel narkotykami i prostytucja. Policja ma pełne ręce roboty, ale z braku środków większość spraw odkłada na półkę. Bogaci w razie potrzeby wynajmują Sherlocka Holmesa, biedni stukają do drzwi Arrowooda.’

Na nieszczęście te porównania dość mocno rażą. Przynajmniej mnie. Być może autor właśnie taki efekt chciał osiągnąć, być może po prostu uznał za zabawne pogrywanie sobie z prozą sir Arthura Conan Doyle’a, jednakże dla mnie te odniesienia są aż bolesne. Zatem spokojnie mogę już w tym miejscu powiedzieć, że w stosunku do powieści mam mieszane uczucia. Potęguje to także jak sądzę chwiejność charakterów głównych bohaterów, która chyba najlepiej dostrzegalna jest u Barnetta - z jednej strony dobrego, oddanego sprawie i nienawidzącego ludzi, którzy uciekają się do przemocy, a z drugiej strony przemoc tę samemu stosującą. Istnieje cień prawdopodobieństwa, że za jego rozchwianym charakterem kryje się mało przyjemna przeszłość, ale i tak czasem odnoszę wrażenie, jakby asystent Arrowooda miał rozdwojenie jaźni. Sam detektyw również jest osobą posiadającą huśtawkę nastrojów, a jego znajomy policjant Petleigh wydaje się być z kolei stereotypowy aż do bólu – praworządny, ale nie mogący nic zrobić i drwiący z działań Arrowooda. Ettie, czyli siostra tytułowego bohatera, ma w sobie zaś zadziwiająco wiele z powszechnie przyjmowanego obrazu starych panien, nie wspominając już słowem o Neddym – chłopcu na posyłki – którego dokładny obraz oglądaliśmy już w licznych książkach.

Historia przedstawiona w powieści względnie trzyma się kupy. Nie trafiłam tutaj na wielkie fabularne potknięcia czy problemy, jednak odnoszę wrażenie, że coś nie zostało do końca dopracowane. Częściowo jestem w stanie uznać to za celowy zabieg. Jednak w dużej mierze odnoszę wrażenie, że przed autorem jeszcze daleka droga, by uwić prawdziwie intrygującą zagadkę. Nie mam tutaj jednak na myśli problemu, z którym borykam się przy sporej części kryminałów, a mianowicie tego, kto jest mordercą, złodziejem, czy głównym złym. To akurat w tej historii nie było aż tak proste, ale może na odwrót, niepotrzebnie zaplątane. Istnieje też szansa, że mimo wszystko książka jest po prostu za krótka, by należycie rozwinąć niektóre wątki. Inne wydają mi się dziwnie naiwne, jak chociażby scena, w której Barnett podając się za malarza wyciąga od lokaja wszystkie informacje na temat włamania do domu jednego z bohaterów.

Pomimo tego wszystkiego przez powieść właściwie się płynie. Jest napisana w prosty sposób, bez zbędnych uwzniośleń czy przydługich opisów. Na tym polu potknięć nie odnotowałam, nie czułam się również zniechęcona niniejszą książką, aczkolwiek zdarzyło mi się nie raz i nie dwa westchnąć z irytacją nad tym, co się tam działo. Jednocześnie jednak czekam na kolejny tom przygód Arrowooda. Nie dlatego, że skoro przeczytałam już pierwszy tom, to po prostu wypada zapoznać się z kolejnymi. Po prostu coś w tej historii jednak się kryje, gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi męczącymi odniesieniami i niedociągnięciami. Określiłabym zatem tę książkę mianem guilty plesure, bo niby mi nie leży, a jednak pochłonęłam ją z przyjemnością.
‘Potrzebna mi była jakaś następna sprawa. Obaj z szefem potrzebowaliśmy jej, i to szybko.’

lipca 22, 2018

Trylogia 'Egipski sędzia' Christian Jacq

Trylogia 'Egipski sędzia' Christian Jacq


'Rozróżniajmy prawdę od kłamstwa i chrońmy słabych, by ocalić ich przed możnymi.'
Tak z całą pewnością można by podsumować całą historię zawartą w 'Zamordowanej Piramidzie', 'Prawie pustyni' i 'Sprawiedliwości wezyra'. Można by również po prostu powiedzieć, że opowieść kręci się wokół uwielbienia bogini Maat, a zatem wokół poszanowania praw, harmonii i sprawiedliwości tak we wszechświecie, jak i w świecie śmiertelnych. To także panteon zdrajców, ludzi słabych i giętkich niczym trzcina, niektórych zaś surowych lub niepokornych, skłonnych do przymknięcia oka na to, czy na tamto. I chociaż przez historię tę nie płynie się z wypiekami na twarzy, z całą pewnością można się w nią wciągnąć bez reszty.

Tym, którzy kochają pościgi, wybuchy i szaleńcze zwroty akcji, którym potrzeba mocnych wrażeń, by w pełni oddać się lekturze, raczej ten staroegipski thriller nie przypadnie do gustu. Nie da się ukryć, że intrygi, zwroty akcji i niespodziewane przeszkody pojawiają się w powieści Jacq'a, ale nie na taką skalę jak we współczesnej literaturze. Być może z uwagi na to, że powstawały one w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, a może ze względu na historię, jaką przedstawiają. Może w końcu autor po prostu tak woli prowadzić swe opowieści i postaci nie wprowadzając niepotrzebnego zamętu.

Należy jednak już w tym miejscu wspomnieć, że w opowieści doskonale opisane są wszystkie rytuały, zwyczaje i wierzenia starożytnych Egipcjan czasów Ramzesa Wielkiego. Wysoko rozwinięta medycyna, doskonale zorganizowana gospodarka, jasna i przejrzysta hierarchia, jak również wymagana opieka nad uboższymi mieszkańcami z całą pewnością mogą zrobić wrażenie na współczesnym czytelniku. Mogą również przybliżyć mu te odległe, a jednak wciąż niesamowicie fascynujące czasy. 

'Bohaterem ZAMORDOWANEJ PIRAMIDY, pierwszej części cyklu, jest młody sędzia Pazer, człowiek o niezachwianych zasadach moralnych. W jego jurysdykcji znajduje się także Sfinks w Gizie.'
Pazer jest faktycznie człowiekiem w pełni oddanym Regule, miłującym boginię Maat, skłonnym do poświęcenia dla niej wszystkiego, łącznie ze swym życiem. Trudno jednak mówić, by on albo piękna Neferet, uczennica jego wielkiego mistrza Branira, wyróżniali się jakoś na tle pozostałych bohaterów historii. W swym umiłowaniu dobra i sprawiedliwości są bowiem nieco miałcy, ale w gruncie rzeczy w niczym to nie przeszkadza. Być może tylko czytelnik mniej się do nich przywiązuje, mniej się z nimi identyfikuje odszukując bratnią duszę w awanturniczym Sutim lub zadziornej Panterze, którym bliższe są ziemskie uciechy. Nawet policjant Kem zdaje się być człowiekiem bardziej z krwi i kości niż Pazer w pełni poświęcający się swoim ideałom sprawiedliwości.

Czy zatem nie lubię głównego bohatera powieści? Nie. Po prostu ani mnie on ziębi ani grzeje, rozumiem zamysł, jaki towarzyszył autorowi w jego tworzeniu i domyślam się z jakich względów stanowi aż tak posągową postać właściwie we wszystkich tomach powieści. Niemniej jednak moje sympatie z całą pewnością skłaniają się ku Kemowi i Sutiemu, ludziom bardziej przyziemnym i skłonnym do porywów serca. 

'Pazer rozpoczyna śledztwo w sprawie włamania do Wielkiej Piramidy, zabójstwa strażników i kradzieży bezcennych świętości z komory grobowej. Gdy giną kolejne osoby zamieszane w sprawę, sędzia dochodzi do wniosku, że za wydarzeniami kryje się polityczny spisek przeciwko władcy, faraonowi Ramzesowi II.'
Nie chcę zagłębiać się tak po prawdzie w historię opisaną w trylogii, gdyż wydaje mi się, że zdradzenie czegokolwiek ponad ten opis znajdujący się na skrzydełku pierwszego tomu popsuje po prostu lekturę każdemu kolejnemu czytelnikowi. Jednocześnie zachęcam do tego, by nie zapoznawać się z opisami kolejnych części, gdyż niestety mają to do siebie, że zdradzają zbyt wiele. Tak czy inaczej, jeśli ktokolwiek ma ochotę na wycieczkę do starożytnego Egiptu, gdzie może podziwiać panujące tam zwyczaje, a jednocześnie ścigać wraz z Pazerm spiskowców, to zdecydowanie do tego zachęcam. Zwłaszcza teraz, gdy znowu nadchodzą upały. Wydaje się bowiem, iż jest to lektura wręcz idealna na lato. 

lipca 15, 2018

'Motylek' Katarzyna Puzyńska

'Motylek' Katarzyna Puzyńska

'Rozwinę kolorowe skrzydła. Będę Motylkiem.'

Nie ulega wątpliwości, że autorka miała plan na tę książkę, ba, na całą serię Lipowa i z przyjemnością muszę stwierdzić, że wywiązała się z niego w bardzo dobrym stylu. Pomimo początkowej sztampy, która spowodowała, że aż mi piasek między zębami zazgrzytał, opowieść okazała się być zdecydowanie mniej przewidywalna, a opisywane w niej zachowanie aż nad wyraz ludzkie. Po pierwszych paru stronach byłam przekonana, że spotkam się z historią z gatunku: młoda, piękna, porzucona kobieta zostaje najlepszym śledczym na świecie i rozwiązuje dokładnie wszystkie zagadki całej okolicy. Zamiast tych odgrzewanych kotletów dostałam powieść o wiele bardziej realistyczną. W którymś momencie zaczęłam się nawet zastanawiać, czy Puzyńska nie zastosowała się do metody Agathy Christie, która twierdziła, że najpierw wybiera mordercę, a później dopiero tworzy historię.

To, co z całą pewnością spodobało mi się w „Motylku”, bo wolę nie używać słowa zachwyciło, to przegląd ludzkich zachowań, charakterów i osobowości, z których właściwie żadna się nie powtarza. Oczywiście, są między nimi cechy wspólne, ale i czy między nami, ludźmi z krwi i kości, nie występują one właściwie na każdym kroku? Jednocześnie mamy w tej historii niemalże pełen przegląd małomiasteczkowej, czy wręcz wioskowej, społeczności, która tylko z pozoru jest taka sielska i anielska. Ideałów po prostu nie ma.
'Kara, kara, kara.'

Z mojej strony na pochwałę zasługuje również rozbudowanie wątków postaci nie tylko drugoplanowych, ale i trzecioplanowych, które nie mają aż tak wielkiego znaczenia dla głównego wątku. Nie można jednak zapomnieć, że to właśnie ich działania, postawy i rodzinne oraz przyjacielskie relacje nie raz wpływają na bieg wydarzeń, na jakieś zmiany charakterologiczne u głównych bohaterów, czy wprost pchają ich na przód.

Wątek morderstw i prowadzonego śledztwa przedstawia się z kolei dość realistycznie. Nie mamy tutaj właściwie odkryć nie mogących się w ogóle wydarzyć, mamy styczność z nieporadnością policjantów, którzy nie należą do kryminalnych i kontrast z komisarz, która już niejedno widziała i niejedno wie. Jednocześnie, co uważam chyba za najważniejsze, przez całą opowieść przewijają się podpowiedzi na temat osoby mordercy, które stają się niemalże oczywiste, gdy dobrniemy już do końca. Nagle pewne wydarzenia będą lepiej dostrzegalne i pokażą swoje drugie dno, które przy pierwszej styczności całkowicie zignorujemy. Albo poświęcimy im chwilę na rozważania, by potem rzucić je w kąt i pomknąć dalej z nurtem historii.
'W mroźny zimowy poranek na skraju wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Początkowo wydaje się, że kobietę potrącił samochód, okazuje się jednak, że ktoś ją zabił i upozorował wypadek. Kilka dni później ginie kolejna osoba.'

Nie twierdzę, że jest to powieść idealna, ale zdecydowanie warta przeczytania. Zwłaszcza jeśli lubi się dobre kryminały, gdzie wszystko wydaje się tworzyć logiczną całość, a wina danej osoby nie jest widoczna jak na dłoni. Tutaj mieliśmy aż nazbyt wielu podejrzanych, na których wskazywały poszczególne poszlaki. A to dobrze. Na co komu w końcu kryminał, w którym od samego początku wiadomo, kto jest mordercą?

Copyright © 2016 Urząd Książki , Blogger